..
Blog Jacka

2 | 2249
 
 
2007-12-17
Odsłon: 788
 

Początek

A więc zaczęło się, postanowiłem pisać blog. Po co? Właściwie sam nie wiem. Przecież to rodzaj pamiętnika, a pamiętnik to bardzo osobiste notatki. Oczywiście, że pamiętniki czy dzienniki znanych osób cieszą się zawsze ogromnym zainteresowanie. To prawda, ale proszę zwrócić uwagę, że te znane osoby mają przeważnie coś mądrego do powiedzenia. Do otworzenia swojego bloga nie zachęcił mnie jakiś nagły przypływ mądrości, którym chcę się podzielić ze światem. Powód był zgoła inny, to mój bardzo prywatny sukces somolierski. Tak, od jakiegoś czasu pijam wino, tzn. już od bardzo dawna pijam wino, ale od jakiegoś czasu bardziej świadomie. Powodów tego jest bardzo dużo i może napiszę o tym przy okazji. Oprócz picia zacząłem o winie co nieco czytać. Największy wpływ ma na mnie ciągle Marek Bieńczyk ze swoimi „Kronikami wina”. Bieńczyk jest wielbicielem i propagatorem win francuskich, absolutnie się z nim zgadzam. Na ten czas jednak nie stać mnie na dobre (nie wspominam nawet o wielkich) wina francuskie, chociaż zdarzyło mi się wypić butelkę dobrego wina w miłym towarzystwie, a co najważniejsze z darczyńcą tej butelki. Francja musi jednak jeszcze trochę poczekać.
Wracając do sukcesu. Aż strach pomyśleć jak prozaiczna była do niego droga. Katalog Selgrosa a w nim promocja win. Rzuciła mi się w oczy skromna, ale bardzo piękna etykieta. Ktoś wstawił rower na etykietę wina. Ja używam tego środka lokomocji przez siedem, czasami osiem miesięcy w roku. Taka etykieta nie była mi więc obojętna. Wino było z Chile, z najbardziej klasycznego Cabernet Sauvignon i nie znanego mi Carmenere. Do pojedynku z zawartością przygotowałem się jak Bieńczyk przykazał. Odpowiednio wcześniej otworzyłem i co jakiś czas sprawdzałem jego temperaturę. Osobiście wolę wino zimniejsze (16°C), choć już duże wina ukazują swoje piękno przy 18 stopniach. Niestety, nie miałem jeszcze wtedy karafki, obiecuję że napiszę o tym naczyniu przy najbliższej okazji.
Zasiedliśmy z żoną do obiadu, jeszcze raz sprawdziłem temperaturę, było idealnie 16 stopni. Pierwsze nalanie, czułe spojrzenie i kieliszek w nos. Wiedziałem, że to może być ten dzień. Może byłem lepiej skupiony, sam nie wiem. Spróbowałem wreszcie wina, po chwili drugi raz i trzeci. Wiśnia, malina, śliwka – powiedziałem do żony. Sprawdziła, wszystko się zgadzało. Udawało mi się wcześniej rozpoznać jeden, dwa smaki, ale trzy nigdy. Za dwa dni pojechałem znowu do Selgrosa, kupiłem jeszcze trochę tego wina, niech poleży. Mam tam jeszcze do znalezienia tytoń i wanilię.
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
:) 2007-12-17 21:39:15
Coraz bardziej artystyczne zapędy tu widzę. Kobiety wino i śpiew. Mam nadzieję że i góry gdzieś się zapałętają:)
cool 2007-12-17 12:47:14
i powodzenia


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd